Źródło: Pixabay
Dobry wieczór.
Muszę powiedzieć, że całkiem nieźle spałam. Było dla mnie dużym szokiem wstać o 4 rano, ale jakoś dałam radę. Czułam, że potrzebuję jeszcze trochę snu, ale zmobilizowałam się do wstania z łóżka, bo niestety praca nie poczeka.
W pracy ogień. Udało mi się poderwać ludzi do bardzo wydajnej pracy i zrobiliśmy takie wyniki jakich jeszcze nie było. Jestem z nich cholernie dumna. Z siebie trochę też, bo to był długi dzień, spędziłam w firmie prawie 11 godzin i jak poszłam na przerwę to musiałam się odciąć zupełnie od bodźców wszelakich, bo już mi momentami było ciężko. Mimo wszystko rozwaliłam system. Mój główny kierownik był w totalnym szoku, że można wykręcić taki wynik. Aż sam właściciel firmy napisał maila z gratulacjami i podziękowaniem. Kocham swoją pracę.
Po pracy pojechałam z kolegą na Orlen, żeby nauczył mnie obsługiwać kompresor, bo coś mi ucieka powietrze z jednego koła. To i tak ostatnia zima tych opon i chciałabym ją przejeździć bez wymiany, bo po prostu szkoda mi kasy. Nie mam jej za wiele. To sprawiło, że wróciłam do domu grubo po 12 godzinach i pomimo tego, że byłam już totalnie padnięta to zabrałam fafika na spacer, bo przecież trzeba. Wróciłam do domu to szybki prysznic i zaległam chwilę przed kompem, bo po prostu nie miałam na nic siły.
Zrobiłam obiad na kolejne trzy dni, przygotowałam śniadanie na jutro i zamierzam iść się położyć, bo naprawdę padam dzisiaj na ryj. Narobiłam się, a do tego psychicznie czuję się bardzo kiepsko dlatego sen będzie najlepszym rozwiązaniem.
Do jutra.