To książka, którą trudno ocenić jednoznacznie, głównie ze względu na osobę jej autora. Sylwester Latkowski to postać wyrazista i budząca skrajne emocje. Znany z agresywnego, sensacyjnego stylu, często stawia mocne tezy i nie boi się uderzać wprost w "elity", czego ta publikacja jest doskonałym przykładem. Jego wiarygodność bywa podważana przez kryminalną przeszłość z lat 90., a także oskarżenia o polityczne wykorzystywanie tematów – jak choćby przy filmie „Nic się nie stało” dla TVP Jacka Kurskiego. Mimo to nie można mu odmówić uporu w drążeniu spraw, których inni bali się dotknąć.
Książka "Nic się nie stało. Kulisy sprawy Dworca i Zatoki Sztuki. Kto chroni celebrytów?" stanowi rozwinięcie głośnego dokumentu, o tym samym tytule, z 2020 roku. Autor sugerował wprost, że ma ona stanowić przeciwwagę dla filmów braci Sekielskich o pedofilii w Kościele, argumentując, że media ignorują ten problem w innych środowiskach. Publikacja wywołała burzę, oskarżając znanych celebrytów o to, że bywając w sopockich klubach, legitymizowali działalność przestępczą ich właścicieli. Zdaniem Latkowskiego: „wszyscy wiedzieli”.
Warto zaznaczyć, że to kolejna już pozycja Latkowskiego w tym temacie. Sprawa jest bulwersująca i wymaga nagłośnienia, ale – jak to mówią – "od samego mieszania herbata nie zrobi się słodsza". Książka to mroczny reportaż o bezkarności i korupcji. Autor zabiera nas na Dworzec Centralny w Warszawie, gdzie drapieżcy polowali na nieletnie ofiary, oraz do Sopotu, zdzierając z niego maskę luksusowego kurortu i odsłaniając przestępcze podbrzusze.
Tytułowe „Nic się nie stało” odnosi się do postawy organów ścigania. Latkowski punktuje rażące zaniedbania: ginące dowody, umarzane śledztwa i towarzyskie powiązania trójmiejskiego wymiaru sprawiedliwości z właścicielami klubów. Sugeruje istnienie potężnego parasola ochronnego służb i polityków.
Dzięki presji medialnej Krystian W. „Krystek” został ostatecznie skazany (9 grudnia 2025 r. zapadł prawomocny wyrok 15 lat więzienia). Latkowski przytacza akta, zeznania i SMS-y, kreśląc przerażający obraz manipulacji dziećmi. W akcie desperacji atakuje „święte krowy” show-biznesu, wymieniając nazwiska takie jak Szyc, Wojewódzki czy Siwiec. Niestety, podobnie jak w filmie, brak tu twardych dowodów na ich udział w przestępstwach. Oskarżenie ma charakter moralny: autor zarzuca im hipokryzję i milczenie w obliczu krzywdy, która działo się obok nich. Obecność elit była dla gangsterów „listkiem figowym”.
Książka bywa jednak niespójna – momentami przypomina zbiór chaotycznych notatek, a granica między faktem a insynuacją bywa zatarta. Latkowski moralizuje i obsadza się w roli "jedynego sprawiedliwego". Choć pyta w tytule, "kto chroni celebrytów", nie daje jasnej odpowiedzi, serwując raczej medialną nagonkę na osoby, które po prostu bawiły się w modnym miejscu.
„Nic się nie stało” to lektura ważna, bolesna i potrzebna, ale wymagająca od czytelnika dużego krytycyzmu. To wstrząsający zapis systemowej znieczulicy i przypomnienie, że sława często pudruje najgorsze zbrodnie. Podziwiam determinację Latkowskiego w starciu z „układem”, jednak nie opuszcza mnie wrażenie, że książka powstała głównie dla monetyzacji tematu. Nie wnosi niemal nic nowego do jego wcześniejszych publikacji, do których zresztą sam autor nieustannie się odwołuje.
W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.